Instytut Badań nad Cywilizacjami Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie
Instytut Badań nad Cywilizacjami
  • Strona główna
     
  • O nas
     
  • Wydarzenia
     
  • Publikacje
     
    • Nasze publikacje
    • Przegląd prasy
    • Zderzenia cywilizacji
  • Multimedia
     
  • Dodatki
     
  • Recenzje
     
  • Forum
     

Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania
Koło naukowe
2008-01-28 14:19:00

Wolna droga dla zniewolenia

W Iranie kobiety uważa się za ludzi gorszej kategorii. Nie wolno im występować na scenie ani podróżować bez zgody mężczyzny. Nie mogą także startować w wyścigach samochodowych. Dwie mieszkanki Teheranu przeciwstawiły się jednak temu zakazowi.

     Sohre Watanchah wchodzi do windy na piątym piętrze, zjeżdża na parter, przechodzi po prawej stronie przez ciężkie, stalowe drzwi prowadzące do garażu. Tam parkuje swoją Toyotę Corollę, rocznik 2006. Różowy wehikuł z pałąkami przeciwkapotażowymi i kubełkowymi siedzeniami jest cały poobijany. Dziewczyna zapina sportowe pasy bezpieczeństwa, przekręca kluczyk w stacyjce. Silnik wyje, a maska drży niczym membrana basowego głośnika. Potem z piskiem opon wyjeżdża na dwór. Dozorca zamiatający dziedziniec ogląda się za nią z otwartymi ustami.
     Sohre Watanchah włącza kasetę z najnowszym albumem Christiny Aquillery i w rytm muzyki bębni palcami po kierownicy. Jedzie w kierunku bazaru w centrum Teheranu, potem przejeżdża pod mostem. Ktoś napisał na nim dużymi literami: "Zniszczyć Izrael". Za chwilę mija plakat z płonącą amerykańską flagą. Pięć minut później wpada w korek.

    Sohre Watanchah cierpi z powodu ulicznego marazmu. Kocha szybkość. W końcu to jej zawód. Sohre Watanchah jest zawodowym kierowcą rajdowym. I to w Iranie. Jedyna kobieta wśród mężczyzn.

     Normalnie bulwar Mirdamad jest trzypasmową jezdnią, ale po południu, w okolicach godziny drugiej tłoczy się obok siebie po sześć samochodów. Zakorkowane są wszystkie estakady, tunele, miejskie autostrady, obwodnice. Sohre Watanchah pędzi w góry, na trening.

    Ma 29 lat, włosy o barwie mokki, z jasnymi pasemkami, nosi okulary przeciwsłoneczne Gucciego i pachnie perfumami "Max Mara". Od życia nie oczekuje niczego innego, jak startu na pełnym gazie.

     Powoli zapada zmierzch, gdy na zboczu Elbrusu przejeżdża swoją toyotą przez zagłębienie wypełnione wodą. Dziś ćwiczy pokonywanie wąskich zakrętów przy dużej prędkości. Jej pilot, również kobieta, stoi na pagórku, w czerwono-białym kombinezonie, z rękami schowanymi w kieszeniach. Mruży oczy i ocenia manewr. Corollę rzuca w lewo, w punkcie szczytowym zakrętu Sohre przyspiesza, pod oponami chrzęści żwir. Potem ostro hamuje i otwiera szybę.

– Jak było? – pyta. – Tor jazdy jest ciągle za szeroki – ocenia pilot. Sohre kiwa głową, zerka w zewnętrzne lusterko i poprawia szminką usta.

     Od czasu utworzenia w 1979 roku Islamskiej Republiki kobiety traktowane są w Iranie jak ludzie gorszej kategorii. Przed sądem ich zeznanie jest mniej wiarygodne od słów mężczyzny, syn dziedziczy dwa razy więcej niż córka. Kobietom nie wolno występować na scenie. Nie mogą jeździć rowerem ani podróżować bez pozwolenia mężczyzny. Mąż ma prawo zabronić żonie pracować, a kiedy ją przyłapie na zdradzie, może ją zabić nie obawiając się kary. W Iranie kobiety musza mieć zakrytą głowę, czador jest mile widziany.

      Dla fundamentalistów i radykalnych mułłów Sohre Watanchah jest symbolem grzechu, dla młodzieży zaś wzorem do naśladowania. Jest taka, jaką pragną być dzieci z wyższej i średniej klasy społecznej w jej kraju: nowoczesna i pewna siebie, radosna i otwarta na świat.

      W Iranie kobiety i mężczyźni siadają na oddzielnych miejscach w autobusie, pociągu i metrze. Dlaczego w takim razie Sohre Watanchah może rywalizować z mężczyznami w wyścigach samochodowych? – Proszę zapytać Lale – odpowiada.

     Nie tak łatwo spotkać Lale Sadigh. Nie odpowiada na maile, całymi dniami nie podchodzi do telefonu, nie oddzwania. Wreszcie, zgodnie z obietnicą, pojawia się o jedenastej przed południem w hotelu "Esteklal", który zaproponowała na miejsce spotkania. Jest ikoną irańskiego feminizmu i bez wątpienia najbardziej kontrowersyjną sportsmenką w kraju. Gdy pojawia się w hotelowym lobby, na chwilę milkną wszystkie rozmowy.
     Lale Sadigh jest zaskakująco niska. Skóra na twarzy tej trzydziestolatki została naciągnięta, nos wyprostowany, a kości policzkowe podniesione. W tym kraju twarze i dłonie są jedynymi nieosłoniętymi częściami kobiecego ciała – operacje kosmetyczne to rodzaj cichego protestu. Jedwabna chusta w cętki zwisa luźno z tyłu jej głowy, błękitny golf, brązowy płaszcz i rollex dopełniają reszty.

     Lale podaje mi rękę na powitanie. W Iranie kobiety mogą pozwolić sobie na taki gest tylko wobec mężczyzny będącego członkiem rodziny. Jej to nie interesuje. Mocno ściska moją dłoń. Jest pionierką, pierwszą sportsmenką od 25 lat, kiedy to ajatollah Ruhollah Chomeini utworzył państwo religijne. Pierwsza odważyła się stanąć do rywalizacji z mężczyzną w wyścigu samochodów turystycznych. Było to w 2004 roku w Teheranie.

– Złamałam przesąd i jestem z tego dumna. Dlaczego irańskie kobiety mają być gorsze? Nie rozumiem tego – mówi płynną angielszczyzną. – Nasz prorok Mohamet nigdy nie twierdził, że należy nas zamknąć w domach i skazać na wychowanie dzieci, podczas gdy mężczyźni mogą używać życia. Wręcz przeciwnie: prorok chciał, by wspierali oni swe żony i córki w rozwoju osobowości. Potrzebujemy zarówno silnych kobiet, jak i kraju, który odnosi sukcesy.

W Iranie jedno falszywie wypowiedziane zdanie może oznaczać więzienie albo baty. Mimo to Lale Sadigh nie boi się wyrażać własnej opini. Lubi odbiegać od przyjętych norm.

     Jest najstarszą z czwórki dziecki. Jej ojciec studiował w Szwajcarii. Był właścicielem czterech firm produkujacych piece grzewcze i części zamienne do silników. Lale jeździ czarnym mercedesem S 350 ze skórzaną tapicerką i mieszka w teherańskiej dzielnicy Niawaran. Wprawdzie powietrze jest tu czystsze, ale metr kwadratowy kosztuje 3800 euro.

    Miała 13 lat, kiedy nauczyła się prowadzić samochód. Rok później, w tajemnicy przed ojcem, wyruszyła jego buickiem na mały wypad. W wieku 17 lat zaliczyła pierwszy wypadek, samochód nadawał się tylko na złom. Uderzyła w drzewo i złamała nogę w czterech miejscach. Ojciec wołał na nią "Lale Agha", "Pan Lale".

     Przed czterema laty Lale Sadigh zwróciła się do irańskiej federacji motorowej Mafiri o przyznanie jej licencji kierowcy wyścigowego. Wtedy jeszcze rządy sprawował umiarkowany intelektualista Mohammed Chatami. Tolerował reformy, otwarte kawiarenki internetowe, zachodnią muzykę rozrywkową. Kobiety nosiły chusty w jaskrawych kolorach.

– Wyjaśniłam prezesowi Mafiri, że podział płci nie odpowiada wyobrażeniom prezydenta – opowiada Lale Sadigh. – Stwierdziłam, iż nadszedł czas na zmiany, a on przejdzie do historii, jeśli pozwoli mi startować razem z mężczyznami. Działacze są próżni...

Trzy miesiące później o wyrażenie zgody na start w wyścigach samochodowych poprosiła Sohre Watanchah.

     Lale i Sohre mają ze sobą wiele wspólnego. Wyglądają jak siostry, pochodzą z zamożnych rodzin i obie odbyły pielgrzymkę do Mekki. Są niezamężne, choć w Iranie na ślubnym kobiercu stają już 13-letnie dziewczynki. Obie mają silny charakter, ale nie są bezwzględne. Sohre Watanchah studiowała elektrotechnikę, Lale Sadigh zrobiła doktorat z inżynierii gospodarczej i przez dwa dni w tygodniu wykłada na uniwersytecie. W Iranie prawie 60 procent studentów to kobiety, ale wskaźnik bezrobocia wśród nich jest jeszcze wyższy.

     Teherański motodrom znajduje się w parku Asadi, tuż obok stadionu piłki nożnej. Stalową trybunę przeżarła rdza, drewniane ławki lepią się od brudu, przez dach przecieka deszcz. Rocznie przeprowadza się tutaj osiem wyścigów, zawsze w piątki. Uczestnicy pierwszych trzech inkasują nagrodę. Zwycięzca otrzymuje około 2700 euro. Raz startuje 15 samochodów, innym razem 22. Wyścig liczy pięć okrążeń.

     Dziś ścigają się dla przyjemności dwa małe samochody. W powietrzu unosi się zapach spalonej gumy. Kilku brodatych mężczyzn w wiatrówkach obserwuje rywalizację paląc papierosa za papierosem. Jeden z nich, też uczestnik wyścigów, odmawia podania nazwiska i stwierdza: – Jeżeli Lale i Sohre chcą koniecznie obsługiwać jakieś urządzenie, niech wybiorą pralkę automatyczną. Potem spluwa na asfalt.

    W wyścigu na pustyni Lota, położonej na wschodzie kraju Sohre Watanchah objęła prowadzenie po pierwszym odcinku, dopóki w nocy ktoś nie rozstrzaskał przedniej szyby w jej toyocie. Następnego ranka na siedzeniu kierowcy leżała niczym ostrzeżenie drewniana pałka.

     Lale zajęła trzecie miejsce w pierwszym wyścigu w życiu i naturalnie nie otrzymała gratulacji od żadnego z konkurentów. Kiedy pomachała swoim kobiecym fankom wspinającym się na ogrodzenie, kierownictwo wyścigu upomniało ją, by zachowywała się przyzwoicie. Musiała narzucić na kombinezon czarny płaszcz, aby uczestniczyć w uroczystości wręczenia medali. Media przemilczały jej kolejny sukces: rok później wygrała mistrzostwa w klasie do 1600 cm3. Do tej pory telewizja wycina transmisje na żywo, gdy puchar zdobywa Lale Sadigh. Wprawdzie następnego dnia gazety wymieniają jej nazwisko, ale nie dołączają zdjęcia.

     W czasie przedostatniego wyścigu w sezonie 2006 rzecznik prasowy stadionu wezwał Lale Sadigh do zajęcia miejsca na starcie, ale służby porządkowe jej nie przepuściły. Podobno rozkaz przyszedł z samej góry. Potem zakomunikowano, że prezes federacji zakazał jej startować.

Lale obawia się reakcji nowego prezydenta. Mahmud Ahmadineżad jest konserwatywnym ekstremistą. – Chciano mi uniemożliwić ponowne zdobycie tytuł mistrzowskiego – stwierdza.

Siedzi w żółtym, hotelowym fotelu, między kolejnymi zdaniami wybucha śmiechem, mruga rzęsami pociągniętymi tuszem. Jej espresso już dawno wystygło.

     Potem opowiada, jak poszła z ojcem do pewnego ajatollaha. Poprosili go o fatwę (opinia wysokiego teologa muzułmańskiego wyjaśniająca kontrowersję dotycząca interpretacji islamu – przyp. Onet). Duchowny w pisemnej ekspertyzie wyjaśnił, że nie istnieją żadne przyczyny o podłożu religijnym zabraniające kobietom ścigania się razem z mężczyznami. Postawił jeden warunek: obowiązek noszenia muzułmańskiego ubioru.
Strój kierowcy to ogniotrwały kombinezon, rękawice, maska ochronna, kask. Gdy rozpoczyna się wyścig, za przyłbicą hełmu nie widać nawet oczu. Pod tym pretekstem nie można więc zabronić kobietom udziału w wyścigach. Mimo to religijni nadgorliwcy systematycznie szukają pretekstu do wykluczenia Lale Sadigh z zawodów. Czasami czuje się jak marionetka, tyle że nie widać krępujących ją więzów.

Obecnie nie wolno jej startować, ponieważ podczas ostatniego wyścigu podobno oszukiwała. – Nie zrobiłam nic zakazanego – zaręcza.

Federacja motorowa skrywa się na drugim piętrze w budynku z plątaniną ciemnych korytarzy. Wiceprezes, korpulentny mężczyzna z dużą ilością żelu we włosach, ślęczy pochylony za biurkiem. Hossein Schahriari komunikuje, że Lale Sadigh jechała niezarejestrowanym samochodem. Skąd te informacje? – Każdy ma swoich informatorów".

Potem serwuje chaotyczną historię o złamanej pieczęci na silniku, przeklejonych numerach startowych, mechanikach, którzy przelakierowali auto, i rejestrującej to wszystko ukrytej kamerze. Czy można zobaczyć ten film? – Nie. – A dlaczego? – Nie podobają mi się pańskie pytania.

Po czym oznajmia: koniec wywiadu. Jego czas jest ograniczony.

Następnego dnia paramilitarne Brygady Badr, jednostki specjalne rewolucji, świętują w Teheranie rocznicę powstania. Tysiące młodych mężczyzn i kobiet maszeruje z bronią w zgięciu łokcia, w maskujących kombinezonach albo czadorach.

Rankiem Sohre Watanchah kupiła benzynę na czarnym rynku. Legalnie można zatankować tylko trzy litry dziennie. To trochę za mało dla jej corolli. Potem pojechała do warsztatu wymienić olej.

    Dotychczas uczestniczyła w 35 wyścigach, 27 razy stawała na podium. Od 15 miesięcy jest zawodowcem. Pewien koncern sponsoruje ją pięcioma tysiącami euro rocznie, zapłacił także za toyotę, finansuje koszty zakupu części zamiennych, napraw i dojazdów na wyścigi. Jeżeli Sohre Watanchah potrzebuje więcej pieniędzy, zwraca się do ojca handlującego marmurem i granitem. –Pomaga mi żyć według moich wyobrażeń. Nie chce, żebym skrywała się za murami domu – mówi.

    Sohre Watanchah marzą się starty za granicą tak, jak to robi Lale Sadigh. Pojechała w wyścigu Formuły 3 w Autodromo Nazionale we włoskiej Monzy i przeszła testy w Kalifornii. Sohre Watanchah musi zdać w Dubaju specjalny egzamin, który kosztuje 1000 dolarów. Irańska federacja motorowa odrzuciła jej podanie. Zamiast tego wysłała nad Zatokę Perską jedenastu mężczyzn. Sohre nie pozostało więc nic innego, jak wziąć sprawy we własne ręce. Załatwiła sobie wizę i zapytała komitet egzaminacyjny w Dubaju, czy może chodzić do szkoły prywatnie. Na razie czeka na odpowiedź.

     Wieczorem wybiera się na prywatkę. Włożyła brązowe obcisłe spodnie, czarne skórzane kozaczki i czarny topik. Na przyjęciu jest około czterdziestu gości, połowa to kobiety, żadna nie nosi chusty. Wszyscy tańczą, obcałowują się. Krąży SMS: "Dlaczego Ahmadineżad ma na głowie przedziałek? Żeby mógł oddzielić wszy płci męskiej od żeńskiej".

     Sohre Watanchah pali jednego winstona za drugim, je sałatkę ziemniaczaną z orzeszkami piniowymi, pije czystą wódkę pochodzącą z przemytu. Na przyjęciu jest pięć flaszek Smirnoffa, u handlarza jedna butelka kosztuje 30 dolarów. Nie boją się nalotu policji? –To żaden problem – uspokaja Sohre. – Jeżeli się pojawią, damy im łapówkę. Każdy zrzuca się po 80 dolarów i sprawa jest załatwiona.

     O drugiej w nocy, trochę wstawiona, jedzie taksówką do domu. Po śniadaniu planuje pójść na fitness. Musi trenować, bo zbliża się kolejny wyścig w Sari, mieście oddalonym od Teheranu o 350 kilometrów. W domu Sohre jeszcze raz sprawdza pocztę elektroniczną. Właśnie dostała odpowiedź z Dubaju. Może przyjechać, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zdawała egzamin. W liście piszą, że wszyscy powitają ją z radością.

Dla Sohre Watanchah to tylko etapowe zwycięstwo. Ale jakże znaczące!

Maik Grossekathöfer
("Der Spiegel" za Onet.pl)


« Lista aktualności
Polish English

Miesiąc Chiński

Aktualności

news
18.10.2011
Publikacja "Swoi - Obcy. Edukacja międzykulturowa w Polsce: materiały" już dostępna!

Na polskim rynku wydawniczym ukazał się w pełni multimedialny podręcznik do edukacji międzykulturowej, której współautorem jest Instytut Badań nad Cywilizacjami.  

  RSS

Strona główna Do góry
Instytut Badań nad Cywilizacjami Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22
Lista Telefonów Uczelni
cywilizacje@wsiz.rzeszow.pl