Na polskim rynku wydawniczym ukazał się w pełni multimedialny podręcznik do edukacji międzykulturowej, której współautorem jest Instytut Badań nad Cywilizacjami.

2007-11-09 09:47:00
Bhutto: dzisiejszy Pakistan to wojskowa dyktatura
Pakistańska Partia Ludowa (PPP), ugrupowanie byłej premier Benazir Bhutto, twierdzi, że jest na celowniku prezydenta Perweza Muszarrafa. Jak informują jej działacze, w nocy ze środy na czwartek służby bezpieczeństwa aresztowały przeszło 700 członków PPP. Władze twierdzą, że to nieprawda - pisze DZIENNIK.
Aresztowania miały się zacząć zaledwie kilka godzin po tym, jak do przywódcy Pakistanu zadzwonił George Bush, naciskając na rychłe przeprowadzenie wyborów parlamentarnych i zniesienie stanu wyjątkowego. Prezydent USA miał też stwierdzić, że Muszarraf nie powinien jednocześnie piastować dwóch funkcji: szefa sztabu armii i prezydenta.
Rozmowa najwyraźniej przyniosła efekty, bo wczoraj prokurator generalny Malik Mohammad Qayyum zapowiedział, że wybory odbędą się w lutym. Jednocześnie telewizja państwowa zapowiedziała, że generał Muszarraf zrezygnuje z funkcji dowódcy armii, jednak nie sprecyzowano, kiedy to nastąpi.
Zapewnienia władz nie uspokoiły jednak Benazir Bhutto, liderki największej partii opozycyjnej. Dziś ma się odbyć w Rawalpindi olbrzymi wiec jej zwolenników. Była premier chce, by był to „długi marsz”, trwający dotąd,dopóki Muszarraf nie zmieni swojej polityki. Demonstracja ma się odbyć pomimo zakazu władz Rawalpindi powołujących się na przepisy stanu wyjątkowego. Policja zapowiedziała, że nie dopuści do tego protestu.
Benazir Bhutoo dla DZIENNIKA: Zachód musi zadeklarować, czy popiera Pakistańczyków, czy dyktaturę Muszarrafa
3 listopada 2007 r. będzie zapamiętany jako najczarniejszy dzień w historii mojego kraju. Powiedzmy sobie jasno: dzisiejszy Pakistan to wojskowa dyktatura. W minioną sobotę gen. Perwez Muszarraf odrzucił wszelkie pozory jakoby zamierzał wprowadzić pełnię demokracji i przeprowadził kolejny zamach stanu.
W ten sposób prezydent naraził Pakistan na wstrząs zagrażający caemu państwu. Zaś demokratyczne siły postawił przed trudnym wyborem - mogły albo pogodzić się z brutalnością dyktatury, albo wyjść na ulice i pokazać światu, po której stronie opowiada się większość Pakistańczyków. Tym samym generał zadał pytanie także demokratycznemu światu, przede wszystkim krajom Zachodu: czy za ich demokratyczną retoryką pójdą konkretne działania, czy też znowu położą uszy po sobie?
Moim zdaniem rządząca krajem partia gen. Muszarrafa zrozumiała, że zostanie pokonana w wolnych wyborach i dlatego, do spółki ze służbami specjalnymi, wymyśliła zawieszenie konstytucji i bezterminowe odłożenie terminu głosowania. Gdy nadszedł odpowiedni moment, wykorzystano nieudany zamach na moją osobę, który pochłonął życie co najmniej 140 ludzi, jako powód, by zahamować proces demokratyczny, dzięki któremu, gdyby trwał, moja partia prawdopodobnie wygrałaby wybory parlamentarne. Może to wyjaśnia, dlaczego rząd nie pozwala, by FBI i Scotland Yard pomagały w śledztwie w sprawie tej masakry.
Dziś w całym Pakistanie odbywają się demonstracje. Członkowie opozycji, prawnicy, obrońcy praw człowieka i dziennikarze są zatrzymywani przez policję bez postawienia im zarzutów. Wolność prasy została poważnie ograniczona. Przewodniczący Sądu Najwyższego i wielu innych sędziów znajduje się w areszcie domowym.
Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i większość Zachodu zawsze mówiły mądre rzeczy o demokracji w Pakistanie i na całym świecie. Przypominam sobie słowa prezydenta Busha podczas jego drugiej inauguracji, kiedy mówił: "Wszyscy, którzy żyją w tyranii i beznadziei, niech wiedzą: USA nie zignorują waszego uciemiężenia, nie wybaczą waszym oprawcom. Jeśli powstaniecie dla swojej wolności, my powstaniemy wraz z wami".
Od 2001 r. same Stany Zjednoczone udzieliły rządowi Muszarrafa ponad 10 mld dol. pomocy. Nie wiadomo jednak, jak te pieniądze zostały wydane. Wiadomo, że nie spowodowały upadku talibów ani Al-Kaidy, nie doprowadziły do schwytania Osamy bin Ladena, nie zahamowały handlu opium. A już na pewno nie przyczyniły się do poprawy życia pakistańskich dzieci i ich rodzin.
Amerykanie mogą wspierać demokrację przez powtarzanie Muszarrafowi, że nie akceptują stanu wyjątkowego i oczekują od niego przeprowadzenia wolnych, sprawiedliwych, bezstronnych i monitorowanych przez świat wyborów w ciągu 60 dni. Należy postawić go przed wyborem: albo demokracja, albo pozostająca w izolacji dyktatura. Świat musi stawić czoła tyranii, jednak największa odpowiedzialność spoczywa w rękach Pakistańczyków. To oni muszą powiedzieć, że stan wyjątkowy jest nie do zaakceptowania. Przeważająca większość Pakistańczyków to ludzie umiarkowanych poglądów; mam ogromną nadzieję, że właśnie oni zjednoczą się, by zepchnąć na margines dyktatorów i ekstremistów, by przywrócić cywilne rządy i pozamykać szkoły koraniczne, które gromadzą broń i głoszą przemoc.
Przeciwstawiać się wojskowej dyktaturze to rzecz niebezpieczna, ale jeszcze niebezpieczniejsza jest bezczynność. Dla zachodnich demokracji nadszedł moment, kiedy powinny pokazać swoimi działaniami, a nie słowami, po której stoją stronie.
(Mariusz Janik, CNN za "Dziennik")









