Instytut Badań nad Cywilizacjami Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie
Instytut Badań nad Cywilizacjami
  • Strona główna
     
  • O nas
     
  • Wydarzenia
     
  • Publikacje
     
    • Nasze publikacje
    • Przegląd prasy
    • Zderzenia cywilizacji
  • Multimedia
     
  • Dodatki
     
  • Recenzje
     
  • Forum
     

Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania
Koło naukowe
2009-05-15 09:52:00

Pamięć poskromiona

Spędziła w niewoli sześć lat. Kiedy w styczniu 2008 roku partyzanci z FARC wypuścili ją na wolność, Clara Rojas nadal w głębi serca czuła się zakładniczką. Dopiero napisanie książki o przeżyciach w dżungli "Cautiva" (Zakładniczka), pozwoliło jej uporać się z trudnymi wspomnieniami.

 

Stale towarzyszy jej dwóch ochroniarzy. Wciąż zadaje sobie pytanie, dlaczego zgodziła się pojechać z Ingrid Betancourt, ówczesną kandydatką na prezydenta republiki, w tak niebezpieczną podróż do serca terenów pod władzą partyzantów. Kiedy wspomina swoje życie w dżungli, które zmieniło ją na zawsze, górę biorą emocje: kobieta na przemian śmieje się i płacze. W niewoli zaszła w ciążę i urodziła Emmanuela, który jest dzisiaj radością jej życia. Tam uwierzyła w swą siłę i w możliwości człowieka.

La Vanguardia: Jakimi ludźmi byli partyzanci?

Clara Rojas: Staram się ich nie szufladkować. Za ich sprawą przez długi czas żyłam w izolacji, stałam się ofiarą przemocy. My, zakładnicy, mieszkaliśmy z prostymi partyzantami, młodymi analfabetami, którzy dawali nam jeść i pożyczali radio. Ingrid i ja byłyśmy przetrzymywane osobno przez dwa lata, potem dołączono nas do grupy jeńców na wymianę: 38 osób (żołnierzy i policjantów).

Opowiada pani, że wśród porwanych panował fatalny nastrój. Dlaczego?

Operacja wojskowa wydawała się nieunikniona. Tymczasem podczas ostatniej interwencji armii wszyscy jeńcy zginęli. Byliśmy ubrani jak rebelianci, nie można było nas od nich odróżnić, zaś partyzanci mieli rozkaz nas zastrzelić, gdyby sytuacja zrobiła się niebezpieczna. Byliśmy w panice.

Podczas porwania wszystko jest tak straszne, że w człowieku nieustannie buzują negatywne emocje. Największa trudność polega na tym, by zapanować nad swoimi myślami i zachowaniem. Poza tym po dwóch i pół roku niewoli zaszłam w ciążę, a to stwarzało dodatkowe napięcia.

Kłótnie, które przytacza pani w swojej książce, brzmią niemal infantylnie.

Tak, bywały bezsensowne. Wszyscy potrzebowaliśmy uwagi innych. Braki emocjonalne w dżungli były najdotkliwsze.

Dlaczego pozostali jeńcy tak źle przyjęli pani ciążę?

Mężczyźni obawiali się, że na któregoś z nich padnie podejrzenie o ojcostwo. Dlatego zebrałam ich i powiedziałam, że mogą być spokojni, bo ojcem nie jest żaden z nich.

Pani sprzeczki z Ingrid (nie pozwalała Clarze m.in. chodzić na swoje lekcje francuskiego albo nie dawała jej słownika) wydają się...

Tak, absurdalne. (śmieje się). Brały się stąd, że żyliśmy w ciągłym strachu, a lęk sprawia, że człowiek przestaje nad sobą panować. Musieli nas rozdzielić.

Nikt nie zachowywał się w sposób godny podziwu?

Pewien porwany żołnierz podczas jednej z wędrówek przez dżunglę narysował dla mnie obrazek. A kiedy urodził się Emmanuel, inni zaczęli robić mu kaftaniki i buciki.

Pani syn był darem niebios?

Chociaż oboje omal nie umarliśmy podczas porodu, obudził we mnie chęć do życia, której mi brakowało. Nauczyłam się żyć chwilą obecną, a to coś wspaniałego.

Jakie wspomnienie budzi w pani najwięcej bólu?

Kiedy odebrano mi synka. Moi towarzysze poskarżyli się, że poświęca mi się więcej uwagi niż innym. Emmanuel miał złamaną rączkę i sanitariusz uznał, że lepszą opiekę zapewnią mu partyzanci. Przez miesiąc wyłam z rozpaczy i przez dziewięć dni prowadziłam strajk głodowy.

Z drugiej strony partyzanci wiele mi pomagali. Gdy byliśmy w drodze, mojego synka nosiła krzepka partyzantka. Kiedy Emmanuel zachorował na leiszmaniozę, znów go zabrali i zobaczyłam go dopiero po moim uwolnieniu. Partyzanci zapewniali, że dziecko ma się dobrze i to była prawda, ale ja przeżywałam katusze.

Wydaje mi się, że taka trudna sytuacja powinna łączyć ludzi, a nie dzielić…

Większość osób w sytuacji napięcia załamuje się. Żołnierze chodzili z łańcuchami na szyi, bo ich na noc przykuwano. Niech pani sobie tylko wyobrazi, w jakim stanie się budzili...

Pani także była skuta.

Na początku Ingrid i ja pięciokrotnie próbowałyśmy uciec. Skończyło się na tym, że na miesiąc przykuto nas do drzewa. Potem przez całe miesiące zawzięcie milczałam.

A kiedy Emmanuel zechce poznać swego ojca...

W tej chwili nie mam żadnych informacji o jego losie. Nie powiedziałabym dziecku zbyt wiele. Zrobi to za mnie historia.

Pamięta pani jakiś sen z okresu porwania?

Osiem miesięcy przed uwolnieniem przyśniła mi się Najświętsza Maryja Panna. Powiedziała mi, że połączy mnie z synkiem. Uznałam to za rzecz pewną. Pościłam w tej intencji, co wzmocniło swoją wolę i zaczęłam więcej dostrzegać.

Pożegnała się pani z partyzantami...

Pomachałam im ręką, a oni zbliżyli się i nas objęli. Bardzo skrytykowano tę scenę.

Odwiedziła pani ich dowódcę w więzieniu.

Martín Sombra przysłał mi wiadomość, żebym przyszła, więc to zrobiłam. Chciałam sprawdzić, czy ma kontakt z innymi i czy nie uda się uwolnić tych, którzy wciąż są z niewoli. Bałam się o jego życie.

To on dawał pani mleko skondensowane i książki?

Tak. I ja odwdzięczyłam mu się tym samym. Zobaczyłam, że jest w złym stanie, doradziłam mu, żeby się ogolił. Obiecał mi, że odejdzie z partyzantki.

Czego ważnego się pani nauczyła?

Wiem już, że z traumatycznymi sytuacjami trzeba stawać twarzą w twarz, aby móc przejść do następnego rozdziału. Nie chcę przez całe życie być ofiarą porwania. Dzisiaj wiem, że od słabości można dojść do siły. Trzeba przynajmniej starać się być wolnym emocjonalnie, zachować nadzieję i znajdować aspekty pozytywne w swojej sytuacji.

Na przykład?

Kiedy dawali mi pomarańcze, wydawały mi się rarytasem. Sadziłam nasiona i patrzyłam, jak rosną. Moim towarzyszom zdarzały się rzeczy straszliwe, ale przebaczenie wyzwala.

Jakich swoich zachowań pani żałuje?

Niecierpliwość i rozpacz niszczyły mi żołądek. Dlaczego zadaję sobie ten ból? – powtarzałam sobie, aż odniosłam nad sobą zwycięstwo.

Co pani pomogło?

Codzienna rutyna i unikanie udziału w kłótniach, które zrodziły żal trwający po dziś dzień. A przede wszystkim modlitwa do Boga, by mi pomógł i sprawił, że pomogę sobie sama.

Ima Sanchís
"La Vanguardia"



« Lista aktualności
Polish English

Miesiąc Chiński

Aktualności

news
18.10.2011
Publikacja "Swoi - Obcy. Edukacja międzykulturowa w Polsce: materiały" już dostępna!

Na polskim rynku wydawniczym ukazał się w pełni multimedialny podręcznik do edukacji międzykulturowej, której współautorem jest Instytut Badań nad Cywilizacjami.  

  RSS

Strona główna Do góry
Instytut Badań nad Cywilizacjami Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22
Lista Telefonów Uczelni
cywilizacje@wsiz.rzeszow.pl