Tytuł: "Ameryka - Nowy Rzym"
Autor: Peter Bender
Wydawnictwo: Sic!, Warszawa 2004
Peter Bender, niemiecki historyk i publicysta, wieloletni korespondent radia ARD w Warszawie i autor książek z pogranicza polityki i historii, w najnowszej publikacji stawia śmiałą tezę, iż zarówno starożytny Rzym, jak i współczesne Stany Zjednoczone Ameryki Północnej stały się imperiami niejako z przymusu i potrzeby chwili. W odróżnieniu do Macedonii Aleksandra Wielkiego, czy Francji Napoleona Bonaparte, gdzie podboje zadecydowały o sile i potędze krajów, USA i Rzym zostały zmuszone wbrew własnej woli do prowadzenia imperialnej polityki. Zbieg historycznych wydarzeń zainicjował zdarzenia, które w pierwszej fazie nakazały obu krajom obronę własnego terytorium, zaś w dalszej perspektywie, wypchnęły je na arenę międzynarodową, tworząc z nich globalnych graczy.
Autor prezentuje stanowisko mówiące, iż USA w XX wieku, a szczególnie w ostatnich latach ideologizuje swoją politykę zagraniczną i ulega iluzyjnemu poczuciu zagrożenia ze strony świata zewnętrznego. W konsekwencji doprowadzi to do katastrofy, która wieki temu towarzyszyła zmierzchowi rzymskiego imperium.
Do niezaprzeczalnych plusów niniejszej publikacji zaliczyć należy umiejętne połączenie dwóch perspektyw, tłumaczących zjawiska zachodzące w starożytnej i współczesnej rzeczywistości geopolitycznej. Pierwsza perspektywa przybliża czytelnikowi sprawy globalne, międzynarodowe. Druga z kolei zagląda za kulisy codziennego życia elit politycznych Rzymu i Waszyngtonu. Obnaża pobudki i cele do których od zawsze dążyli i dążą przywódcy i ich doradcy, a które często służyły i nadal służą osobistym interesom.
Podczas lektury łatwo wywnioskować ogromną pracę włożoną w studia nad historią obu imperiów. Fakty i zdarzenia przeplatają się w konsekwentny i chronologiczny sposób. Wielokrotnie można odnieść zaskakujące wrażenie, iż historia starożytnego imperium idealnie pasuje do doświadczeń współczesnej Ameryki. Jakby dzisiejsze USA były odzwierciedleniem Rzymu i podejmowały podobne decyzje, jak i popełniały te same błędy. Jedyna różnica, to odmienna rzeczywistość.
I właśnie to jest mój główny zarzut, który zrodził we mnie wątpliwość i nakazał postawić sobie pytanie: Na ile mam do czynienia z w miarę obiektywną książką popularnonaukową, a na ile z próbą perswazyjnego wmówienia mi, iż autor ma po swojej stronie jedyną i niepodważalną rację?
Wydaje się, iż zabrakło Benderowi dystansu do postawionej przez siebie tezy. Zabrakło krytycyzmu, który ujawnia się wraz z przeczytanymi stronami. Autor, operując niezwykle przystępnym językiem, wciąga i zaskakuje podobieństwami. Pytanie tylko, czy zaskakuje bardziej czytelnika, czy siebie i czy wciąga w opowieść odbiorcę, czy sam stopniowo wyzbywa się samokrytycyzmu?
Warto napisać kilka słów o technicznej stronie książki. Mianowicie autor rygorystycznie przestrzega zasady, iż dane zagadnienie prezentuje najpierw w odniesieniu do starożytnego Rzymu, a następnie przenosi się do współczesności. Dzięki temu zachowuje porządek, a czytelnik ma wrażenie chronologii i braku chaosu, co w takiej publikacji ma niebagatelne znaczenie.
Słowem zakończenia, należy przyznać, iż lektura naprawdę wciąga. Nie jest to rzecz prosta w przypadku książki popularnonaukowej. Dwieście trzydzieści stron przeczytanych w dwa dni, świadczy o tym, iż Peter Bender zachował dziennikarską lekkość pióra i umiejętność zainteresowania czytelnika. Serdecznie polecam książkę z jednym zastrzeżeniem: Krytycyzm, jak najwięcej krytycyzmu!
Michał Futyra










