Instytut Badań nad Cywilizacjami Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie
Instytut Badań nad Cywilizacjami
  • Strona główna
     
  • O nas
     
  • Wydarzenia
     
  • Publikacje
     
    • Nasze publikacje
    • Przegląd prasy
    • Zderzenia cywilizacji
  • Multimedia
     
  • Dodatki
     
  • Recenzje
     
  • Forum
     

Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania
Koło naukowe
2009-10-27 12:34:50

Relacja Yevgeniyi Vylegzhaniny - Ukrainki na temat początkowych trudnościach związanych z funkcjonowaniem w polskim społeczeństwie.

Relacja Yevgeniyi Vylegzhaniny, studentki, która przyjechała do pracy i na studia do Polski. Jak się okazuje, funkcjonowanie w polskim społeczeństwie nie jest takie łatwe, również i dla Obcokrajowców. Jak odnaleźć się w polskim społeczeństwie nie naruszając własnej tożsamości narodowej? W jaki sposób można wtopić się w nieznane dotąd środowisko? I wreszcie, ile potrzeba czasu i cierpliwości na to, aby przezwyciężyć strach przed nowym miejscem zamieszkania? Odpowiedzi na pytania zawarte są w poniższym wywiadzie, do przeczytania którego serdecznie namawiam

- Od jak dawna mieszkasz w Polsce?

- Do Polski przyjechałam blisko 3 lata temu. Przyznam szczerze, że przekraczając granicę jeszcze nie wiedziałam, jak ciężko będzie mi się utożsamić z polskim społeczeństwem.
 

- Mówi się: co kraj, to obyczaj. Jak sprawdza się to porzekadło na przykładzie Polski?
- Wiedziałam, jakie zwyczaje obowiązują w tym kraju, ale znałam je tylko z części teoretycznej. Część praktyczna była zaskakująca, trudna do zaakceptowania, często niewykonalna.

- W takim razie kiedy zaczęły pojawiać się pierwsze problemy po przyjeździe do Polski?

- Po dotarciu do Medyki kupiłam bilet, już studencki, wsiadłam do pociągu i bez najmniejszego problemu dojechałam do Rzeszowa. Kiedy wysiadłam na rzeszowskim dworcu, zaniemówiłam. W którą stronę mam iść? Miałam kilka przewodników po mieście, ale nie wiedziałam, w której części miasta jestem. Przewodniki, które miałam, były ogólne, mało rzeczowe, niekonkretne.
 

- Co wtedy zrobiłaś?
- Stwierdziłam, że nie mogę dać po sobie poznać, że mam jakiś problem. Co zrobiłam? Szłam przed siebie, wiedziałam, że gdzieś muszę trafić. Dotarłam do przystanku oznakowanego tylko cyferkami: 8, 16, 32. Co to jest? Czemu to służy? Nie wiedziałam. Po chwili podeszłam do jakiegoś pana, który kończył palić papierosa, wyraźnie czekając na autobus. Powiedziałam mu prawie wszystko: to, że jestem Ukrainką, która przyjechała na studia do Polski i że kompletnie nie orientuję się, jak mam dojechać na ul. Krakowską.
 

- Mam nadzieję, że trafiłaś na uprzejmego człowieka…
- Pan Michał, bo tak nazywał się starszy pan, wszystko mi wytłumaczył, począwszy od miejsca, w którym kupię bilet, a skończywszy na sposobie jego kasowania w autobusie. To było straszne.
 

- Straszne? Przecież jest to pierwsza czynność, kiedy wchodzi się do jakiegokolwiek pojazdu należącego do komunikacji miejskiej.
Na Ukrainie jest całkiem inaczej, po prostu wchodzi się do autobusu i kupuje bilet, nie dostaje się żadnych paragonów, wszystko jest „na słowo”. Nie ma żadnych kontroli, każdy kupuje bilet, bez wyjątków. Co prawda ukraińskie autobusy są stare, wysłużone, ale nie muszę nosić ze sobą legitymacji studenckiej i chować do kontroli bilet, który w Polsce już nie raz zgubiłam. Na szczęście obyło się bez kontroli.
 

- Przejechałaś mnóstwo kilometrów po polskich drogach. Jak oceniasz ich stan?
- Z czystym sumieniem stwierdzam, że polskie drogi są w nieporównywalnie lepszym stanie, niż na Ukrainie, przez co samochody są w opłakanym stanie.
 

- Wielokrotnie widziałem w polskich, jak i ukraińskich serwisach informacyjnych, że Polska jest kojarzona z łapówkarstwem, korupcją, zatrzymaniami wielu znanych osób. Co o tym sądzisz?
- Może to drażliwy temat, ale zauważyłam, że w Polsce nie ma łapówek. To prawda. Często słyszałam w różnych serwisach informacyjnych, że Polska boryka się z łapówkarstwem. Sądzę, że to nieprawda, na Ukrainie jest o wiele gorzej, ale nie chcę o tym mówić.
 

- W takim razie przejdźmy do bardziej neutralnych tematów. W Polsce mieszkasz już blisko trzy lata. Jakie dostrzegasz zalety tego kraju?
- Dużym plusem dla Polski jest to, że na przystankach obowiązuje kategoryczny zakaz palenia papierosów. Szkoda, że na Ukrainie nie ma takiego zakazu. Jest to uciążliwe, kiedy stoję na przystanku, a ktoś przy mnie pali papierosa. Nie palę papierosów, więc unikam ludzi, którzy borykają się z tym nałogiem. Dużym zaskoczeniem, oczywiście zdecydowanie pozytywnym, było to, że Polacy stosują się do przepisów ruchu drogowego. Na Ukrainie rzadko kto zapina pasy w samochodzie, to pewnie taka mentalność.
 

- Omówiłaś wiele zalet mieszkania w Polsce, jednak nie sposób pominąć wad, które jednak występują…
- Owszem, kolejny problem, który dopiero niedawno mi się przydarzył, to wielogodzinna wizyta w polskim ośrodku zdrowia. Na Ukrainie wyznaje się zasadę: jesteś chory, idziesz do lekarza. I tak zrobiłam w Polsce. Jednak nie wiedziałam, że trzeba się rejestrować czy posiadać kartę pacjenta, radzić się wyłącznie lekarza rodzinnego itp. Cały dzień spędziłam w ośrodku, zanim otrzymałam jedną receptę. Był to dla mnie niemały szok. Po co takie utrudnienia w służbie zdrowia? Przyznam się szczerze, że do dziś nie umiem racjonalnie odpowiedzieć na to pytanie. Długo zastanawiałam się, dlaczego do polskich lekarzy są tak długie kolejki. Przecież to absurd, żeby tyle czekać.
 

- Zostańmy przy służbie zdrowia. Jakie są namacalne różnice pomiędzy polską a ukraińską służbą zdrowia?
Zdziwiło mnie to, że w Polsce pogotowie ratunkowe przyjeżdża tylko do osób rannych czy poszkodowanych. Na Ukrainie ambulans przyjeżdża niemalże na każde zawołanie, nawet do osoby z wysoką temperaturą. Obawiam się, że w Polsce taki numer z pewnością nie przejdzie, wiem o tym. Nie, nie zawiadamiałam pogotowia, kiedy miałam gorączkę. Po prostu wolałam kurować się domowymi sposobami. Miałam znowu iść do ośrodka i stracić cały dzień?
 

- W jaki sposób postrzegasz przeciętnego Polaka?
- Z przykrością muszę stwierdzić, że Polacy cały czas narzekają. Gdzie się nie wybiorę, gdzie nie zaglądnę, słyszę narzekania, jakieś pojękiwania, złorzeczenia. Mam podać przykłady?
 

- Bardzo proszę.
- Niskie zarobki, zapchane autobusy, życie w pośpiechu, rodzina, teściowa, nawet rodzeństwo, narzekają na wszystko. Jak tak można? Nikomu nie jest lekko, ale takie podejście do życia jest okropne, wręcz pesymistyczne. Weźmy pod uwagę choćby i kryzys, o którym na Ukrainie jest głośno, ale przynajmniej tam emocje są opanowane, ustabilizowane, jednak nie w Polsce, gdzie aż huczy od informacji na temat kryzysu, znowu ludzie zaczynają narzekać, i tak na okrągło.
 

- Udało Ci się przyzwyczaić do mentalności polskiego społeczeństwa?
- Muszę przyznać, że w przeciągu tych trzech lat zdążyłam się przyzwyczaić do mentalności Polaków. Bez wątpienia było to zadanie trudne, stresujące, bo musiałam wtopić się w polskie społeczeństwo, co zaczęło mi się udawać dopiero od niedawna.
 

- Można zaryzykować stwierdzeniem, że Polska to pewnego rodzaju szkoła przetrwania?
- Spokojnie, nie mogę nazwać Polski szkołą przetrwania, ale co prawda po części tak jest, aż do dnia dzisiejszego. Dobrze, że mieszkam z babcią, od niej mogłam się wiele nauczyć, a zarazem jakoś przetrwać. Brzmi to strasznie, bo o przetrwanie walczą zwierzęta. Zapoznanie z polskimi obyczajami mogą nazwać maratonem, w którym z każdym dniem udaje mi się awansować na pozycję prowadzącego. Cieszę się, że tak jest.
 

- Bardzo dziękuję za rozmowę. Życzę Ci wszystkiego dobrego w polskim społeczeństwie.
- Dziękuję.
 

Z uwagi na to, że Yevgeniya jest osobą cierpiącą na brak czasu, zgodziła się na wymianę poglądów drogą mailową. Korespondowaliśmy praktycznie przez cały weekend (25,26.04.2009) wymieniając opinie dotyczące funkcjonowania w polskim społeczeństwie. W trakcie rozmowy powstało wiele nowych, zaskakujących argumentów ukazujących realia adaptacji w Polsce. Jak wynika z powyższej relacji, przyzwyczajenie się do polskich zasad czy przyzwyczajeń nie jest takie łatwe. Dowodem postawionej tezy może być chociażby to, że Polacy niejednokrotnie mają poważne problemy z urzędami, służbą zdrowia itp. Projekt ten był napisany spontanicznie, nie pod presją czasu, ale z przyjemności poznawania poglądów na temat relacji polsko-ukraińskich. Okazuje się, że funkcjonowanie w polskim społeczeństwie jest szalenie skomplikowane, gdyż pojawia się w nim wiele niepisanych zasad, które bezwzględnie trzeba znać.
Każdy Obcokrajowiec przyjeżdża do Polski z wiedzą nabytą z książek, przewodników czy czasopism, w których obraz Polski często jest przesterowany, zmodyfikowany, ukazany
w niejasnym świetle. Uważam, że powinno zwracać się uwagę na różnice, jakie wynikają przy zderzeniu cywilizacji. Rozmawiałem z kilkoma studentami, którzy w ramach zaliczenia projektu opisywali właśnie zderzenia cywilizacji. Jest to krok w dobrym kierunku, bowiem ludzie młodzi chcą wiedzieć, jak ich ojczyzna jest postrzegana i oceniana za granicą. 
 Relacja Yevgeniyi Vylegzhaniny - Ukrainki na temat początkowych trudnościach związanych z funkcjonowaniem w polskim społeczeństwie.
Relacja Yevgeniyi Vylegzhaniny, studentki, która przyjechała do pracy i na studia do Polski. Jak się okazuje, funkcjonowanie w polskim społeczeństwie nie jest takie łatwe, również i dla Obcokrajowców. Jak odnaleźć się w polskim społeczeństwie nie naruszając własnej tożsamości narodowej? W jaki sposób można wtopić się w nieznane dotąd środowisko? I wreszcie, ile potrzeba czasu i cierpliwości na to, aby przezwyciężyć strach przed nowym miejscem zamieszkania? Odpowiedzi na pytania zawarte są w poniższym wywiadzie, do przeczytania którego serdecznie namawiam
- Od jak dawna mieszkasz w Polsce?
- Do Polski przyjechałam blisko 3 lata temu. Przyznam szczerze, że przekraczając granicę jeszcze nie wiedziałam, jak ciężko będzie mi się utożsamić z polskim społeczeństwem.

- Mówi się: co kraj, to obyczaj. Jak sprawdza się to porzekadło na przykładzie Polski?
- Wiedziałam, jakie zwyczaje obowiązują w tym kraju, ale znałam je tylko z części teoretycznej. Część praktyczna była zaskakująca, trudna do zaakceptowania, często niewykonalna.
- W takim razie kiedy zaczęły pojawiać się pierwsze problemy po przyjeździe do Polski?
- Po dotarciu do Medyki kupiłam bilet, już studencki, wsiadłam do pociągu i bez najmniejszego problemu dojechałam do Rzeszowa. Kiedy wysiadłam na rzeszowskim dworcu, zaniemówiłam. W którą stronę mam iść? Miałam kilka przewodników po mieście, ale nie wiedziałam, w której części miasta jestem. Przewodniki, które miałam, były ogólne, mało rzeczowe, niekonkretne.

- Co wtedy zrobiłaś?
- Stwierdziłam, że nie mogę dać po sobie poznać, że mam jakiś problem. Co zrobiłam? Szłam przed siebie, wiedziałam, że gdzieś muszę trafić. Dotarłam do przystanku oznakowanego tylko cyferkami: 8, 16, 32. Co to jest? Czemu to służy? Nie wiedziałam. Po chwili podeszłam do jakiegoś pana, który kończył palić papierosa, wyraźnie czekając na autobus. Powiedziałam mu prawie wszystko: to, że jestem Ukrainką, która przyjechała na studia do Polski i że kompletnie nie orientuję się, jak mam dojechać na ul. Krakowską.

- Mam nadzieję, że trafiłaś na uprzejmego człowieka…
- Pan Michał, bo tak nazywał się starszy pan, wszystko mi wytłumaczył, począwszy od miejsca, w którym kupię bilet, a skończywszy na sposobie jego kasowania w autobusie. To było straszne.

- Straszne? Przecież jest to pierwsza czynność, kiedy wchodzi się do jakiegokolwiek pojazdu należącego do komunikacji miejskiej.
Na Ukrainie jest całkiem inaczej, po prostu wchodzi się do autobusu i kupuje bilet, nie dostaje się żadnych paragonów, wszystko jest „na słowo”. Nie ma żadnych kontroli, każdy kupuje bilet, bez wyjątków. Co prawda ukraińskie autobusy są stare, wysłużone, ale nie muszę nosić ze sobą legitymacji studenckiej i chować do kontroli bilet, który w Polsce już nie raz zgubiłam. Na szczęście obyło się bez kontroli.

- Przejechałaś mnóstwo kilometrów po polskich drogach. Jak oceniasz ich stan?
- Z czystym sumieniem stwierdzam, że polskie drogi są w nieporównywalnie lepszym stanie, niż na Ukrainie, przez co samochody są w opłakanym stanie.

- Wielokrotnie widziałem w polskich, jak i ukraińskich serwisach informacyjnych, że Polska jest kojarzona z łapówkarstwem, korupcją, zatrzymaniami wielu znanych osób. Co o tym sądzisz?
- Może to drażliwy temat, ale zauważyłam, że w Polsce nie ma łapówek. To prawda. Często słyszałam w różnych serwisach informacyjnych, że Polska boryka się z łapówkarstwem. Sądzę, że to nieprawda, na Ukrainie jest o wiele gorzej, ale nie chcę o tym mówić.

- W takim razie przejdźmy do bardziej neutralnych tematów. W Polsce mieszkasz już blisko trzy lata. Jakie dostrzegasz zalety tego kraju?
- Dużym plusem dla Polski jest to, że na przystankach obowiązuje kategoryczny zakaz palenia papierosów. Szkoda, że na Ukrainie nie ma takiego zakazu. Jest to uciążliwe, kiedy stoję na przystanku, a ktoś przy mnie pali papierosa. Nie palę papierosów, więc unikam ludzi, którzy borykają się z tym nałogiem. Dużym zaskoczeniem, oczywiście zdecydowanie pozytywnym, było to, że Polacy stosują się do przepisów ruchu drogowego. Na Ukrainie rzadko kto zapina pasy w samochodzie, to pewnie taka mentalność.

- Omówiłaś wiele zalet mieszkania w Polsce, jednak nie sposób pominąć wad, które jednak występują…
- Owszem, kolejny problem, który dopiero niedawno mi się przydarzył, to wielogodzinna wizyta w polskim ośrodku zdrowia. Na Ukrainie wyznaje się zasadę: jesteś chory, idziesz do lekarza. I tak zrobiłam w Polsce. Jednak nie wiedziałam, że trzeba się rejestrować czy posiadać kartę pacjenta, radzić się wyłącznie lekarza rodzinnego itp. Cały dzień spędziłam w ośrodku, zanim otrzymałam jedną receptę. Był to dla mnie niemały szok. Po co takie utrudnienia w służbie zdrowia? Przyznam się szczerze, że do dziś nie umiem racjonalnie odpowiedzieć na to pytanie. Długo zastanawiałam się, dlaczego do polskich lekarzy są tak długie kolejki. Przecież to absurd, żeby tyle czekać.

- Zostańmy przy służbie zdrowia. Jakie są namacalne różnice pomiędzy polską a ukraińską służbą zdrowia?
Zdziwiło mnie to, że w Polsce pogotowie ratunkowe przyjeżdża tylko do osób rannych czy poszkodowanych. Na Ukrainie ambulans przyjeżdża niemalże na każde zawołanie, nawet do osoby z wysoką temperaturą. Obawiam się, że w Polsce taki numer z pewnością nie przejdzie, wiem o tym. Nie, nie zawiadamiałam pogotowia, kiedy miałam gorączkę. Po prostu wolałam kurować się domowymi sposobami. Miałam znowu iść do ośrodka i stracić cały dzień?

- W jaki sposób postrzegasz przeciętnego Polaka?
- Z przykrością muszę stwierdzić, że Polacy cały czas narzekają. Gdzie się nie wybiorę, gdzie nie zaglądnę, słyszę narzekania, jakieś pojękiwania, złorzeczenia. Mam podać przykłady?

- Bardzo proszę.
- Niskie zarobki, zapchane autobusy, życie w pośpiechu, rodzina, teściowa, nawet rodzeństwo, narzekają na wszystko. Jak tak można? Nikomu nie jest lekko, ale takie podejście do życia jest okropne, wręcz pesymistyczne. Weźmy pod uwagę choćby i kryzys, o którym na Ukrainie jest głośno, ale przynajmniej tam emocje są opanowane, ustabilizowane, jednak nie w Polsce, gdzie aż huczy od informacji na temat kryzysu, znowu ludzie zaczynają narzekać, i tak na okrągło.

- Udało Ci się przyzwyczaić do mentalności polskiego społeczeństwa?
- Muszę przyznać, że w przeciągu tych trzech lat zdążyłam się przyzwyczaić do mentalności Polaków. Bez wątpienia było to zadanie trudne, stresujące, bo musiałam wtopić się w polskie społeczeństwo, co zaczęło mi się udawać dopiero od niedawna.

- Można zaryzykować stwierdzeniem, że Polska to pewnego rodzaju szkoła przetrwania?
- Spokojnie, nie mogę nazwać Polski szkołą przetrwania, ale co prawda po części tak jest, aż do dnia dzisiejszego. Dobrze, że mieszkam z babcią, od niej mogłam się wiele nauczyć, a zarazem jakoś przetrwać. Brzmi to strasznie, bo o przetrwanie walczą zwierzęta. Zapoznanie z polskimi obyczajami mogą nazwać maratonem, w którym z każdym dniem udaje mi się awansować na pozycję prowadzącego. Cieszę się, że tak jest.

- Bardzo dziękuję za rozmowę. Życzę Ci wszystkiego dobrego w polskim społeczeństwie.
- Dziękuję.

Z uwagi na to, że Yevgeniya jest osobą cierpiącą na brak czasu, zgodziła się na wymianę poglądów drogą mailową. Korespondowaliśmy praktycznie przez cały weekend (25,26.04.2009) wymieniając opinie dotyczące funkcjonowania w polskim społeczeństwie. W trakcie rozmowy powstało wiele nowych, zaskakujących argumentów ukazujących realia adaptacji w Polsce. Jak wynika z powyższej relacji, przyzwyczajenie się do polskich zasad czy przyzwyczajeń nie jest takie łatwe. Dowodem postawionej tezy może być chociażby to, że Polacy niejednokrotnie mają poważne problemy z urzędami, służbą zdrowia itp. Projekt ten był napisany spontanicznie, nie pod presją czasu, ale z przyjemności poznawania poglądów na temat relacji polsko-ukraińskich. Okazuje się, że funkcjonowanie w polskim społeczeństwie jest szalenie skomplikowane, gdyż pojawia się w nim wiele niepisanych zasad, które bezwzględnie trzeba znać.
Każdy Obcokrajowiec przyjeżdża do Polski z wiedzą nabytą z książek, przewodników czy czasopism, w których obraz Polski często jest przesterowany, zmodyfikowany, ukazany
w niejasnym świetle. Uważam, że powinno zwracać się uwagę na różnice, jakie wynikają przy zderzeniu cywilizacji. Rozmawiałem z kilkoma studentami, którzy w ramach zaliczenia projektu opisywali właśnie zderzenia cywilizacji. Jest to krok w dobrym kierunku, bowiem ludzie młodzi chcą wiedzieć, jak ich ojczyzna jest postrzegana i oceniana za granicą.
 

Piotr Andreasik
 



« Lista aktualności
Polish English

Miesiąc Chiński

Aktualności

news
06.07.2010
Przerwa wakacyjna

  Szanowni Państwo z racji trwającego okresu wakacyjnego Instytut Badań nad Cywilizacjami zawiesza organizację imprez kulturowych do października.  

  RSS

Strona główna Do góry
Instytut Badań nad Cywilizacjami Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22
Lista Telefonów Uczelni
cywilizacje@wsiz.rzeszow.pl