Na polskim rynku wydawniczym ukazał się w pełni multimedialny podręcznik do edukacji międzykulturowej, której współautorem jest Instytut Badań nad Cywilizacjami.

2007-12-06 11:20:00
Jaka przyszłóść Kosowa? Fragment dyskusji z miesięcznika Znak
Jaka przyszłość dla Kosowa?
Z ADAMEM BALCEREM, JANEM PIEKŁO
i WOJCIECHEM STANISŁAWSKIM
rozmawiają Michał Bardel i Marcin Żyła
i WOJCIECHEM STANISŁAWSKIM
rozmawiają Michał Bardel i Marcin Żyła
14 listopada, na kilka dni przed wyborami w Kosowie, redakcja „Znaku” oraz Instytut Badań nad Cywilizacjami Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie zorganizowały dyskusję o przyszłości tej prowincji i całych Bałkanów. Poniżej prezentujemy obszerne fragmenty rozmowy.
Historia Bałkanów pokazuje, że tego konflikty podobne do tego, z którym dziś mamy do czynienia w Kosowie ulegają uspokojeniu – przynajmniej na pewien czas – dopiero za sprawą wojny. Natomiast znaleźć kompromis bez uciekania się do walki zbrojnej jest szalenie trudno. Przykładem niech będzie spór Zachodu z Rosją w sprawie Kosowa…
ADAM BALCER: Zachód zaproponował Rosji przygotowanie wspólnej rezolucji, w której będzie zawarte stwierdzenie, że Kosowo jest przypadkiem wyjątkowym, że nie może stanowić precedensu. Moim zdaniem taki właśnie jest status Kosowa: jest ono protektoratem międzynarodowym, a rezolucja Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 1244 nie wyklucza żadnego rozwiązania, także niepodległości. Moskwa odrzuciła tę propozycję.
Wyobraźmy sobie, że Rosja zaczyna uznawać terytoria, które ogłosiły już niepodległość, jednak nie zyskały uznania międzynarodowego, jak Osetia Południowa czy Abchazja. Gdyby Moskwa zdecydowałaby się na coś takiego, to popadłaby na przykład w spór z Chinami, dla których integralność ma olbrzymie znaczenie. W sporze o Kosowo Chińczycy są bardziej zdystansowani od Rosjan. To Rosja przyjmuje na siebie konfrontację z Zachodem, jest protektorem Serbii i najczęściej zabiera głos w jej sprawie. Grając tą kartą, Rosja konfrontuje się też z groźbą secesji – to jest jak broń atomowa, której można użyć tylko raz. Słyszałem głosy Gruzinów, że jeśli Rosja uzna Abchazję i Osetię Południową, to Tbilisi uzna Czeczenię jako niepodległe państwo. Tylko, kto pójdzie za Gruzją, kto uzna Osetię Południową? Natomiast w przypadku Kosowa błogosławieństwo Amerykanów wywoła „efekt domina” – kolejne kraje będą uznawać jego niepodległość.
WOJCIECH STANISŁAWSKI: Zgoda. Z punktu widzenia strategicznego Rosji to się po prostu nie opłaca. Jednak dynamika zaangażowania politycznego w wielu górzystych krajach świata bardziej przypomina reakcję kibiców piłkarskich niż dyplomatów… Hasło „Kosowo otrzymało niepodległość” znacznie bardziej przemówi do innych „górali” z mniej szczęśliwych krajów świata niż na przykład teoretyczne zastrzeżenia, że była to sytuacja wyjątkowa ze względu na szczególny status prawny okręgu autonomicznego Kosowo w Jugosławii Tity… Hasło niepodległości może zacząć wędrować po świecie.
ADAM BALCER: Każdy ruch separatystyczny musi sobie zdawać sprawę, że wywołując konflikt, może powtórzyć sukces Kosowa tylko pod warunkiem uzyskania wsparcia potężnego protektora, takiego jak Stany Zjednocznone czy Rosja.
Proszę sobie wyobrazić, że nie ma problemu Kosowa – czy to by zlikwidowało ruchy separatystyczne na świecie? Przecież od wieków w wyniku wojen wewnętrznych toczących się w poszczególnych państwach i odłączania się poszczególnych ich części, dokonują się zmiany granic. Uważam, że ta kwestia w wypadku Kosowa jest wyolbrzymiona, zmitologizowana.
WOJCIECH STANISŁAWSKI: Tu się różnimy. Myślę, że od Tygrysów Tamilskich po Erytrejczyków wszyscy powiedzą: „O, im się udało! Teraz czas na nas!”.
JAN PIEKŁO: Ja również nie rozumiem, dlaczego dla Kurdów, Osetyjczyków czy Abchazów akurat Kosowo miałoby być przypadkiem, który nie może się powtórzyć? Kosowo może uruchomić proces, nad którym świat przestanie panować – ponieważ to jest złamanie, obejście prawa międzynarodowego, coś, co otwiera drogę do mnożących się konfliktów, które są w stanie podważyć istniejący porządek świata oraz rolę – i tak osłabionej – ONZ.
Wracając do sprawy Rosji i jej przewidywalności: nie wiem, czy jej politykę można określić mianem racjonalnej, czy jest to raczej coś, co wykracza poza myślenie w tych kategoriach. Rosja do prowadzenia swojej polityki zagranicznej używa kilku rodzajów broni. Między innymi steruje i w odpowiedniej dla siebie chwili uruchamia tzw. frozen conflicts, czyli „zamrożone konflikty”. Tak się dzieje w tej chwili w Osetii Południowej i Abchazji. Inna broń to szantaż energetyczny, który Moskwa stosuje wyjątkowo skutecznie, a także praktyka kupowania przez koncerny związane ze służbami specjalnymi firm o znaczeniu strategicznym w Europie. Wyraźnie chodzi o zrównoważenie wpływów Stanów Zjednoczonych i NATO. Uznanie niepodległości Kosowa może ten proces pokierować w bardzo niebezpiecznym kierunku. Obawiam się, że świat zachodnich demokracji nie jest na taki kryzys przygotowany…
Więcej na łamach grudniowego numeru „Znaku”
ADAM BALCER, ur. 1976, analityk Ośrodka Studiów Wschodnich. Specjalizuje się w zagadnieniach związanych z Turcją oraz obszarami albańskojęzycznymi na Bałkanach.
JAN PIEKŁO, ur. 1952, dziennikarz, publicysta, przez wiele lat związany z Fundacją Kultury Chrześcijańskiej „Znak”. W latach 90. relacjonował na łamach „Tygodnika Powszechnego” wojnę w Bośni i Hercegowinie. Wydał m.in. Epitafium dla Jugosławii (1994). Obecnie jest dyrektorem Fundacji Współpracy Polsko-Ukraińskiej PAUCI.
WOJCIECH STANISŁAWSKI, ur. 1968, historyk, ekspert Ośrodka Studiów Wschodnich, współpracownik „Rzeczpospolitej”. Zajmuje się dziejami Rosji oraz analizą obszaru serbskojęzycznego na Bałkanach.
Fragment z grudniowego miesięcznika Znak, www.miesiecznik.znak.com.pl









