Na polskim rynku wydawniczym ukazał się w pełni multimedialny podręcznik do edukacji międzykulturowej, której współautorem jest Instytut Badań nad Cywilizacjami.

2008-05-16 13:14:00
Trzy najdłuższe minuty w życiu
Czarna chmura opadła na miasto, przestały działać telefony... Hiszpanie mieszkający w Chengdu opowiadają, jak przeżyli trzęsienie ziemi.
Był poniedziałek, godzina 14:30. W Chengdu, stolicy chińskiej prowincji Syczuan, panował spokój. Sara siedziała w domu z przyjacielem, kiedy nagle ziemia zaczęła się trząść. Trwało to prawie trzy minuty, które ciągnęły się w nieskończoność.– Kiedy usłyszałam niewiarygodny łoskot, nie zastanawiałam się ani przez chwilę. Pobiegłam boso w kierunku schodów i z niewiarygodną szybkością zaczęłam zbiegać w dół z piątego piętra,. Myślałam, że nigdy nie uda mi się stamtąd wydostać. 36-letnia Sara Landesa pochodząca z Vigo w Hiszpanii, kierowniczka placówki handlu zagranicznego, jest jedną z dziesięciorga Hiszpanów żyjących w Chengdu.
Ziemia trzęsła się pod stopami. Niedaleko od miejsca, w którym znajdowała się Sara, na jedenastym piętrze biurowca przebywał 32-letni Ignacio, wysoki urzędnik z Alicante, który trzy lata temu postanowił rozpocząć nowe życie, przenosząc się do Chin. – Byłem razem z kolegami, kiedy poczuliśmy silne drgania. Wszyscy obecni tam Chińczycy wpadli w panikę i rzucili się w kierunku schodów, my zaś postanowiliśmy odejść jak najdalej od ogromnych okien i schroniliśmy się pod ścianami, które nieustannie trzeszczały. To były najdłuższe trzy minuty w moim życiu.
Nagle czarna chmura opadła na całe miasto. Telefony komórkowe przestały działać, kawiarenki internetowe zamknięto na polecenie władz, w sklepach opuszczono żaluzje. – Mogliśmy odbierać e-maile, ale nie dało się wysłać żadnej wiadomości – opowiada Ignacio. Mimo iż kataklizm, który wstrząsnął całym Chengdu, był potężny, nie spowodował znacznych strat materialnych. – Żaden budynek się nie zawalił, nie było też dużych zniszczeń, przynajmniej w mojej dzielnicy.
Zupełnie inaczej sytuacja wygląda na peryferiach.
Kiedy zaczęły się wstrząsy, mieszkańcy bez chwili wahania rzucili się na ulicę. Wyładowane ludźmi samochody wypełniły miasto. Wszyscy woleli zostać w autach niż wrócić do domów. Obok całe tłumy siedziały zrezygnowane na ziemi czekając, aż ziemia się uspokoi.Zupełnie inaczej sytuacja wygląda na peryferiach.
W przeciwieństwie do Sary, która postanowiła zatrzymać się u przyjaciół aż do czasu, gdy będzie pewne, że nie nastąpią nowe wstrząsy, Ignacio wolał zostać w swoim mieszkaniu. – Byłem na policji, pytałem, co mam robić, a oni poradzili mi, żebym siedział w domu, bo tam będzie najbezpieczniej. Jego sąsiedzi byli jednak innego zdania: rozbili obóz w ogrodzie.
– Panowała nieustanna panika. Władze wciąż zapowiadały nowe wstrząsy.
(...) Napięcie trwało. Co 30 minut następowały nowe wstrząsy, choć każdy kolejny był już mniej intensywny. Przed trzęsieniem temperatura w Chengdu dochodziła do 30 stopni, teraz padał deszcz i było chłodno. Ludzie jednak wciąż koczowali na ulicach. Wystarczało im krzesło i parasol chroniący od deszczu, na który nikt już nie zwracał uwagi. (...)
(...) Napięcie trwało. Co 30 minut następowały nowe wstrząsy, choć każdy kolejny był już mniej intensywny. Przed trzęsieniem temperatura w Chengdu dochodziła do 30 stopni, teraz padał deszcz i było chłodno. Ludzie jednak wciąż koczowali na ulicach. Wystarczało im krzesło i parasol chroniący od deszczu, na który nikt już nie zwracał uwagi. (...)
Laura Naranjo
("La Vanguardia" za Onet.pl)









