Na polskim rynku wydawniczym ukazał się w pełni multimedialny podręcznik do edukacji międzykulturowej, której współautorem jest Instytut Badań nad Cywilizacjami.

2008-04-17 10:16:00
Dziewczyny z przeszłością
Do gangów w Ameryce Środkowej wstępuje coraz więcej nastolatek. Popycha je do tego przede wszystkim przemoc we własnym domu – banda staje się ich przybraną rodziną. Często jeszcze gorszą od prawdziwej.
Aby dostać się do jednego z brutalnych gangów ulicznych, Benky, młoda, drobna kobieta o mocnym makijażu i ramionach od góry do dołu pokrytych tatuażami, musiała w ciągu jednego wieczoru odbyć stosunek z kilkunastoma mężczyznami. Pamięta, że kiedy zszedł z niej ostatni chłopak i wszyscy otoczyli ją, by pogratulować uzyskania statusu pełnoprawnej członkini bandy Mara Salvatrucha, spazmatycznie płakała.Szef kazał Benky, która miała wtedy 14 lat, okradać pasażerów autobusu, zrywać łańcuszki z szyj przechodniów, a nawet zabić dziewczynę z konkurencyjnego gangu. Zawsze się godziła. Nie jest jednak całkiem pewna, czy rywalka, której strzeliła w plecy, przeżyła, czy też zmarła.
– Myślałam, że będą dla mnie jak rodzina – tak tłumaczy Benky powód wstąpienia do bandy, prosząc, by nie podawano jej prawdziwego imienia i nazwiska. – Wydawało mi się, że dostanę tam miłość, której mi brakowało. Ale oni mnie bili. Pomiatali mną. Jak mówili, żebym kogoś okradła albo zabiła, robiłam to.
Kiedy pięć lat później chciała odejść, koledzy postrzelili ją sześcioma kulami. O prawdziwości jej relacji świadczą blizny, wciąż widoczne na ciele. Potwierdzają to również pracownicy socjalni, którzy odwiedzali ją podczas dziewięciomiesięcznego pobytu w szpitalu.
Historia Benky, choć przerażająca, nie jest wyjątkowa. Podobne krzyki rozpaczy słyszy się od innych młodych kobiet w tym regionie. Wiele z nich opowiadało w wywiadach o wywalczeniu sobie miejsca w gangu drogą seksualnej inicjacji, bicia, zmuszania do kradzieży i zabójstw.
Nowe dane wskazują, że dziewczyny takie jak Benky, zwykle w wieku poniżej 18 lat, stanowią pokaźną grupę w bandach ulicznych Środkowej Ameryki. Wiele z nich balansuje na granicy między byciem ofiarą i prześladowcą.
– Kobiet i dziewczyn jest tam dużo więcej, niż bylibyśmy skłonni przypuszczać – mówi Ewa Werner-Dahlin, ambasador Szwecji w Gwatemali. – To dla ekspertów zaskoczenie. Świadczy to też o tym, że władze nie rozumieją zasad funkcjonowania gangów, z którymi walczą.
Rząd Szwecji wsparł finansowo badania, w ramach których przeprowadzono w Ameryce Środkowej rozmowy z ponad 1000 byłych i obecnych członków gangów obu płci. Wykazały one, że kobiety mogą stanowić w nich nawet 40 proc. Inni eksperci podają niższy odsetek.
Szacuje się, że grupy przestępcze siejące przemoc od Gwatemali przez Salwador i Honduras nawet po Stany Zjednoczone liczą aż 100 tysięcy członków. Dziewczyny popycha ku nim przede wszystkim przemoc we własnym domu. Kobiety twierdzą, że gang staje się ich przybraną rodziną, serwując przy tym nieprzewidywalną mieszankę sympatii i agresji.
– Jeśli ojciec molestuje dziewczynę, do akcji wkracza gang i kładzie temu kres – mówi Gustavo Cifuentes, były kombinator i gangster z licznymi przestępstwami na koncie, obecnie pracujący dla rządu Gwatemali. Próbuje zachęcić młodocianych do lepszego, zgodnego z prawem życia.
Gangsterzy płci męskiej twierdzą, że dziewczyny pełnią ważną rolę, i to nie tylko jako partnerki seksualne. Mogą także swobodniej przemieszczać się po ulicach, przenosząc mimo obecności policjantów narkotyki czy pistolety. Starzy wyjadacze twierdzą, że kradzież w autobusach najłatwiej przeprowadzić w grupie dwóch mężczyzn i dwóch kobiet, bo pasażerom trudniej się wtedy zorientować, kto jest sprawcą.
23-letnia dziś Benky ma za sobą cztery odsiadki, ale rozpoczęła nowy etap w życiu. Jest on jednak prawie tak wyboisty jak wszystkie jej dotychczasowe doświadczenia. Z powodu przebytych traum z trudem sobie radzi. Sprzedaje cukierki w tych samych autobusach, które kiedyś okradała, bo gangsterskie tatuaże uniemożliwiają jej podjęcie jakiegokolwiek innego zajęcia.
Jak mówi, większość osób, które wraz z nią należały do gangu, zginęła w strzelaninach z policją, ale jednego chłopaka spotkała niedawno na ulicy. Wywrzeszczał, że zostanie zabita. Był zdziwiony, że przeżyła zamach na swoje życie.
– A z zewnątrz tak ładnie to wygląda – mówi Becky, zapytana o powód wstąpienia do gangu.
Trafiła na ulicę wraz ze swoim starszym bratem w wieku sześciu lat. Nie wie dokładnie, co stało się z matką, ale pamięta, że ojciec zupełnie się nimi nie interesował. Brata postrzelił członek gangu z 18 Ulicy i to właśnie popchnęło ją w kierunku drugiego wielkiego gangu w okolicy, Mara Salvatrucha.(...)
Inna była członkini gangu, 17-letnia Moncha, wybucha płaczem, opowiadając, jak ktoś z własnego gangu zastrzelił jej przyjaciółkę. – To wtedy zdałam sobie sprawę – mówi – że skoro zabili ją, równie dobrze mogą wykończyć i mnie.
21-letniej Anie, która przeze cztery lata należała go gangu z 18 Ulicy, było trochę łatwiej niż innym zostawić przestępcze życie za sobą. Jej matka umierała na raka, dziewczyna postanowiła więc wrócić do domu, żeby się nią opiekować. Długa choroba matki pozwoliła jej zerwać z przeszłością. Było jej też trochę prościej niż Becky, bo nigdy nie została wytatuowana na znak przynależności do gangu.(...)
W więzieniu Santa Teresa, wielkim zakładzie karnym dla kobiet w mieście Gwatemala, można znaleźć zarówno nadzieję, jak i rozpacz.(...) 25-letnia więźniarka o przezwisku Happy mówi, że zamierza opuścić gang po odbyciu wyroku za kradzież w autobusach. Jak wspomina, w pierwszym roku odsiadki odwiedzali ją inni członkowie bandy. Ale z czasem przestali. Teraz, po pięciu latach, tylko matka przynosi jej jedzenie i ubrania. – Ona jest moją rodziną. Potrwało to kilka lat, ale wreszcie to zrozumiałam – mówi.
MARC LACEY
("The New York TImes" za Onet.pl)









